Bezbronna Prawda

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 09/2013

publikacja 28.02.2013 00:15

Jezus przed Piłatem. Dziwna rozmowa- -przesłuchanie. Konfrontacja prawdy i bełkotu, wolności i zniewolenia, pokory i pychy, miłości ze słabo maskowanym egoizmem. Zastanawiam się, ile Piłata jest we mnie? I kto tu kogo sądzi?

Antonio Ciseri, Ecce Homo, Galleria d’Arte Moderna, Florencja Antonio Ciseri, Ecce Homo, Galleria d’Arte Moderna, Florencja

Z pasją o Pasji – trzecie kazanie o Męce Pańskiej

Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa, rzekł do Niego: „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”. Jezus odpowiedział: „Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?”. Piłat odparł: „Czy ja jestem Żydem? Naród twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?”. Odpowiedział Jezus: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd”. Piłat zatem powiedział do Niego: „A więc jesteś królem?”. Odpowiedział Jezus: „Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Rzekł do Niego Piłat: „Cóż to jest prawda?” To powiedziawszy, wyszedł powtórnie do Żydów i rzekł do nich: „Ja nie znajduję w Nim żadnej winy. Jest zaś u was zwyczaj, że na Paschę uwalniam wam jednego więźnia. Czy zatem chcecie, abym wam uwolnił Króla żydowskiego?”. Oni zaś powtórnie zawołali: „Nie tego, lecz Barabasza!”. A Barabasz był zbrodniarzem. J 18,33-40 Piłat rzekł do nich: „Czyż króla waszego mam ukrzyżować?”. Odpowiedzieli arcykapłani: „Poza cezarem nie mamy króla”. Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano. J 19,15-16 Ależ nie lubimy tych rozmów i krępujących sytuacji, w których oczekuje się od nas jasnych deklaracji. Czy ci ludzie nie rozumieją, że życie jest bardziej skomplikowane, że nic nie jest biało-czarne, że ja nie chcę być świnią, ale ktoś musi przecież podejmować trudne decyzje, ja też mam nad sobą zwierzchników, rodzinę do wyżywienia i świata nie zbawię? Czy muszą mi zawracać głowę? Jezus? Nie wiem, co o Nim sądzić. „Sami Go ukrzyżujcie”. Czy ja muszę się opowiadać po którejś stronie? Czy nie można zachować standardów niemieszania życia prywatnego z publicznym? Skąd mam wiedzieć, jaka jest prawda? Cóż to w ogóle za niedzisiejsze pojęcie? Żyjemy w pluralistycznym, demokratycznym społeczeństwie, więc ilu ludzi, tyle prawd!

Jak Piłat w Credo

Powtarzamy w Credo „ukrzyżowany również za nas pod Poncjuszem Piłatem”. Co ten człowiek robi w wyznaniu wiary? Czy jest aż tak ważny, że musimy co niedziela wspominać jego imię w kościele? Piłat jest postacią historyczną. Był rzymskim namiestnikiem Judei w latach 26–37. Religijne władze żydowskie, które oskarżyły Jezusa o bluźnierstwo, nie mogły samodzielnie wydać ani wykonać wyroku śmierci. Takie uprawnienia miały okupacyjne władze Rzymu. Dlatego właśnie Piłat przesłuchiwał Jezusa i podpisał wyrok śmierci. Wspomnienie tego rzymskiego urzędnika w wyznaniu wiary podkreśla historyczność wydarzenia. To coś jakby powiedzenie: „sprawa numer…, łamane przez…, w tym konkretnym sądzie, wtedy a wtedy…”. Nie opowiadamy tu bajek, ale historię.

W postaci Piłata jest jednak także, jak w każdym bohaterze Ewangelii, coś uniwersalnego, symbolicznego. Przeciętny urzędnik średniego szczebla, drżący o swój stołek, chcący przetrwać w swojej niewdzięcznej roli, nie do końca podły czy ślepy, próbujący zachować sprawiedliwość lub przynajmniej jej pozory, a przecież na tyle wystraszony, że ostatecznie gotów poświęcić dla swojej mizernej kariery życie niewinnego człowieka. Piłat w jakimś stopniu jest w każdym nas. Nieraz dobrze zamaskowany. „Umywam ręce” – czy nie zdarzyło ci się powtórzyć tego gestu w jakiejś trudnej sytuacji? Od czego, od kogo chcesz trzymać się z daleka? Są chwile, w których zachowanie neutralności jest niemożliwe. Nie da się stanąć z boku, trzeba się opowiedzieć. Moralny kompromis najczęściej staje się moralną kompromitacją, mycie dłoni teatralnym gestem, który maskuje podłość. Tylko kogo chcę oszukać? Piłat mógłby też uchodzić za patrona agnostyków. Zachowanie neutralności wobec pytania o Boga to postawa dziś modna. Jak powiadają jej zwolennicy – intelektualnie uczciwa. Hm, raczej bezpieczna. Człowiek nie naraża się ani wierzącym, ani wojującym ateistom. Powiada: „nie wiem”, „umywam ręce”. Jednak pytanie o Boga dopadnie nas prędzej czy później.

W gruncie rzeczy nie ma dla człowieka ważniejszej kwestii. Bóg nie jest jednak prawdą teoretyczną, jest najbardziej praktyczną ze wszystkich prawd. Ostatecznie nie chodzi o stosunek do idei, ale do Osoby. Bóg pojawia się w naszym życiu nie tyle jako kwestia filozoficzna (jest czy Go nie ma), On się objawia twarzą w twarz w różnych sytuacjach jako tajemnica, zaproszenie (pytanie brzmi raczej: „czego Bóg ode mnie oczekuje?”). To nie jest wyzwanie dla rozumu, ale dla życia! Tego właśnie doświadczył Piłat. Ucieczka od odpowiedzi jest wyborem przeciwko Bogu i w ostateczności także przeciwko sobie, jest rezygnacją z wielkości człowieczeństwa. Piłat nie był na tyle zepsuty, by nie dostrzec światła, które biło od Jezusa. Dlatego się szarpał, kluczył, manewrował. Czuł podskórnie, że w spotkaniu z tym dziwnym żydowskim rabbim to nie tyle on rozstrzyga o cudzym losie, ale o wiele bardziej decyduje się jego własny los. Chciał ocalić wszystko: posadę, łaskę cesarza, uznanie ludu, poczucie sprawiedliwości i życie niewinnego. Ale tak się nie da. Nie można służyć Bogu i mamonie, dać Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek. Dlatego Piłat przegrał. Jego klęska pokazuje dobitnie, że agnostycyzm prędzej czy później kończy się moralną klęską. To nie jest postawa etycznie neutralna, skoro prowadzi do niszczenia innych dla ratowania siebie.

Rozmawiaj ze Mną – prosi Pan

Piłat pyta Jezusa o to, czy jest królem. Jest w tym pytaniu raczej ironia niż ciekawość czy zdumienie. Namiestnik ma władzę, czuje się silny. Bezbronny więzień nie może mieć żadnej realnej władzy. Jeśli uważa się za króla, znaczy to, że jest kolejnym szaleńcem czy marzycielem uważającym się za Bóg wie kogo. Takich nigdy nie brakuje. Posłuchajmy uważniej tego dialogu. Co Jezus odpowiada Piłatowi? „Czy to mówisz od siebie czy inni powiedzieli ci o Mnie?”. Pan dobiera się od razu do serca namiestnika. Usiłuje sprowadzić rozmowę z poziomu urzędowego, rutynowego przesłuchania na poziom ludzkiej rozmowy, spotkania. Piłacie, powiedz coś od siebie, nie traktuj mnie jak kolejnej sprawy do odfajkowania. Kim ty właściwie jesteś? Marionetką czy kimś wolnym? Funkcjonariuszem czy człowiekiem? Zobacz, że rola którą teraz odgrywasz, to nie jesteś naprawdę ty. Odpowiedź Piłata: „Czy ja jestem Żydem? (…) Coś uczynił?”. Namiestnik zdradza pewną nerwowość, podnosi gardę, przechodząc w oficjalny ton. W tym samym duchu, tylko ostrzej, rzuca: „Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować?”. Ile razy słyszeliśmy tekst w tym stylu z ust mających władzę: „ja mogę to panu/pani załatwić, ale też mogę pana/panią załatwić, rozumiemy się”. Jezus nie zraża się, walczy o duszę Piłata: „Królestwo moje nie jest z tego świata”, „Na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu”. Co na to Rzymianin? Przestaje być na chwilę urzędnikiem, narzuca na siebie płaszcz sceptycznego filozofa: „Cóż to jest prawda?”. Nie dajmy się zwieść. Tu nie chodzi o żadną zadumę, to zwykła ściema, ucieczka od głosu sumienia, od prawdy o swoim życiu w banalną „złotą myśl” udającą intelektualną głębię. „Rozmowa z Jezusem może uczynić człowieka autentycznym, wolnym od wszystkich absurdalnych lęków, które w jednej chwili stają się po prostu śmieszne. Jezus umiera, aby także Piłatowi objawić, co jest drogą wyjścia. Jest nią wyzwalająca rozmowa, którą Jezus chce przeprowadzić z każdym z nas. Jedynym rozwiązaniem dla Piłata było stanąć przed Jezusem na poziomie brata i rozmawiać z Nim” (kard. Carlo Martini). Człowiekowi niełatwo jest zrezygnować z rozmowy z pozycji siły. A Bóg robi dokładnie tak. Wyrzeka się swojej władzy, siły, potęgi, mocy. Nie rozmawia z nami z wyżyn swojej Boskości, przeciwnie – przychodzi jako ktoś zależny od nas. Jeśli Jezus w rozmowie z Piłatem zgadza się na tytuł „króla”, to czyni tak dlatego, że jest związany, bezbronny, słaby, ubiczowany i z koroną z cierni. Bóg godzi się na to, że człowiek może zrobić z Nim, co chce, także zranić i odrzucić. Tak, Bóg chce władać naszymi sercami, chce być naszym królem, ale w ten jeden jedyny sposób, przez miłość. Jesteś zaproszony do przyjaźni z tym słabym królem, którego królestwo nie rządzi się regułami tego świata.

Dlaczego tak trudno zdobyć się Piłatowi i nam na taką wyzwalającą rozmowę? Ponieważ nauczyliśmy się twardych reguł gry, walki o swoje, od dziecięcego placu zabaw po polityczno-biznesowe salony czy internetowe fora. Wolimy być po stronie mocnych, wygrywających. Ale czy ta podatność na zranienie, ów brak zasłony, bezbronność, ta całkowita przejrzystość nie są właśnie koronnym argumentami za prawdą, którą jest Chrystus? Bóg, Jego Prawda i Miłość, rozbłyskuje w umęczonej, skrwawionej twarzy Jezusa, w Jego męce i krzyżu. Raz jeszcze Martini. „Rozma-wiaj ze Mną – zaprasza Pan. – Daj się wyzwolić. Dobrze wiesz, że w każdej chwili może ci się przytrafić coś, co cię doprowadzi do zdeptania bliźniego w obronie świata, który sobie zbudowałeś; co cię doprowadzi do sytuacji bez wyjścia i bez możliwości naprawienia błędu”.

Albo wolność, albo lęk

Rozmowę Piłata z Jezusem można rozpatrywać także jako spotkanie niewoli i wolności. Wydaje się, że skazaniec jest kimś pozbawionym wolności, a wolny jest sędzia. W istocie jest dokładnie odwrotnie. Jezus zostawił cały swój lęk w Getsemani, oddał go Ojcu, dlatego teraz patrzy prosto w oczy swoim oskarżycielom. To Piłat, przekonany, że tak wiele od niego zależy, okazuje się niewolnikiem własnego strachu, obawy o stanowisko, o opinię innych. Boi się ryzyka. Dobro jawi się w życiu zawsze jako wybór trudniejszy, wymagający odwagi. Piłat dokładnie wiedział, gdzie leży prawda, ale zabrakło mu odwagi, by pójść za głosem sumienia. Przypomina mi się scena z filmu „Ludzie Boga” ukazująca autentyczne wydarzenie. Do klasztoru mnichów w Tibhirine w Algierii pukają terroryści. Ich szef żąda lekarstw, grożąc śmiercią. Celując karabin w stronę przełożonego, mówi: „Nie masz wyjścia”. Odpowiedź zakonnika: „Zawsze mam wyjście”. Kto tu jest prawdziwie wolnym, a kto niewolnikiem? Całkowite przylgnięcie do Chrystusa-Prawdy powoduje, że niczego nie muszę się bać, jestem wolny. „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32). Przy czym nie chodzi tu o poznanie prawdy tylko intelektem, chodzi o wybór egzystencjalny, o pójście za prawdą. Jan Paweł II: „Wolność w pełni jest dowartościowana jedynie poprzez przyjęcie prawdy: w świecie bez prawdy wolność traci swoją treść, a człowiek zostaje wystawiony na pastwę namiętności i uwarunkowań jawnych lub ukrytych”. Co ci przeszkadza być wolnym? Jakie obawy, namiętności, chore przywiązania do czegoś lub kogoś powodują, że stajesz się niezdolny do uczciwego życia, a gotowy na niszczenie innych? „Prawda jest jak maleńkie światełko, światełko naszego sumienia… Podobne jest do oczu dziecka, do śpiewu ptaka, do delikatnego kwiatu. Jesteśmy jednak często zbyt zajęci, by je dostrzec, zbyt zalęknieni, by je słuchać czy je widzieć… Stajemy się niewolnikami naszych lęków i uprzedzeń niewolnikami woli innych. Możemy trzymać na uwięzi tego króla miłości i prawdy, który w nas jest” (Jean Vanier). Panie, niech Twoje rany będą moim uzdrowieniem. Zabierz moje lęki i fobie, przywróć mi wolność, do której mnie wzywasz. Nie chcę być Piłatem! .

Zobacz serwis "Gościa" na Wielki Post