Ciało jest i jest, i jest 

ks. Tomasz Jaklewicz

|

GN 10/2013

publikacja 07.03.2013 00:15

„Jezusa kazał ubiczować”. Szydercza wyobraźnia dokłada jeszcze koronę cierniową. Ciało spływa krwią. Ból trudny do wyobrażenia. „Przypatrz się, duszo, jak cię Bóg miłuje”. „Żal mi, ach żal mi ciężkich moich złości, dla Twej miłości”. Stare, mądre Gorzkie Żale dają właściwą perspektywę. tomasz.jaklewicz@gosc.pl

Caravaggio: „Chrystus przy kolumnie”, Musée des Beaux-Arts, Rouen Caravaggio: „Chrystus przy kolumnie”, Musée des Beaux-Arts, Rouen
Archiwum GN

Film Mela Gibsona „Pasja” razi naturalizmem. Scenę biczowania trudno wytrzymać. Człowiek odruchowo odwraca głowę, zamyka oczy. A przecież to musiało być właśnie tak. Rany Chrystusa nie są metaforą, one były prawdziwe. Czy można spokojnie rozmyślać, patrząc na katowanego człowieka? Czy słyszeliście kiedyś ludzi wyjących z bólu, którym nie da się pomóc? W obliczu cierpienia zaczyna brakować słów. W głowie pojawia się więcej niespokojnych pytań niż odpowiedzi. „Są chwile, kiedy cierpienie przekracza miarę. Wtedy sieje spustoszenie” – zapisał Andrzej Szczeklik, lekarz myśliciel. Jak sobie z tym poradzić? Cierpienie powoduje nierzadko, że ludzie rzucają twarde „nie” Bogu. Gdzie szukać światła? Wiara podpowiada, by wbrew wszystkim „nie” spojrzeć ufnie ku „Głowie pełnej krwi i cudów” (pieśni pasyjna). Tam jest nadzieja. Człowiek jest kreatywny Biczowanie było u Rzymian dodatkową karą, którą wymierzano skazanym na śmierć. Tak piszą o tym Marek i Mateusz. Pozostali ewangeliści wskazują, że Piłat chciał poprzestać na biczowaniu i uwolnić Jezusa. Ta tortura była okrucieństwem trudnym do wyobrażenia. Ilość razów zależała od fantazji katów. Prof. Władysław Sinkiewicz, lekarz kardiolog, jest autorem medycznej analizy cierpień Jezusa. Zwraca uwagę, że Jezus między czwartkiem a piątkiem był przesłuchiwany, a resztę nocy spędził w lochu. Jego organizm musiał być już osłabiony, chociażby przez odwodnienie. Całun Turyński pokazuje 121 ran po biczowaniu. Ofiara była przywiązana do kolumny w pochyleniu, razy zadawane przez dwie osoby padały na plecy, klatkę piersiową, szyję, kończyny. Bicze były zakończone metalowymi kulkami lub kośćmi zwierzęcymi.

Wyrywały więc kawałki ciała, sięgając do kości. Między każdym żebrem przebiegają nerw, żyła i tętnica. Biczowanie powodowało zatem potworny ból i utratę krwi. Uderzenia mogły spowodować pourazowe zapalenie płuc lub opłucnej. „Przywilejem” Chrystusa było koronowanie cierniem. Szyderstwo, ale także kolejny fizyczny ból. Korona miała kształt czepca opasującego całą głowę. Całun pokazuje 13 przekłuć głowy z przodu i 20 z tyłu, nie pokazuje tych z boków. W sumie mogło ich być około 50. Mogło dojść do uszkodzenia gałązek nerwu trójdzielnego, co powoduje jeden z najbardziej trudnych do zniesienia bólów. Policzkowanie nie było uderzeniem ręką, ale trzciną lub kijem. Całun pokazuje przerwane łuki jarzmowe, złamany nos, ranę idącą od nosa do oczodołu, z krwiakiem uniemożliwiającym widzenie, pękniętą żuchwę. Twarz była więc zmasakrowana i prawdopodobnie Chrystus widział tylko na jedno oko. Oczywiście można wyobrazić sobie tortury jeszcze bardziej wyrafinowane. Pod tym względem człowiek potrafi być bardzo kreatywny. Czy zauważyliście, jak wiele we współczesnym kinie jest scen przemocy, okrucieństwa, ile przerażającego naturalizmu? Cierpienie i śmierć jako element rozrywki, nieustającego show. Także w mediach, w internecie coraz więcej scen tortur, przemocy, zabijania, martwych ciał. Wszystko dosłownie, bez osłonek, bez szacunku dla ofiar. Co się z nami dzieje? Skąd ta chora fascynacja bólem? „Ciało jest bolesne,/ jeść musi i oddychać powietrzem, i spać,/ ma cienką skórę, a tuż pod nią krew,/ ma spory zasób zębów i paznokci,/ kości jego łamliwe, stawy rozciągliwe./ W torturach jest to wszystko brane pod uwagę” – pisze Wisława Szymborska („Tortury”). „Nic się nie zmieniło./ Chyba tylko maniery, ceremonie, tańce./ Ruch rąk osłaniających głowę/ pozostał jednak ten sam./ Ciało się wije, szarpie i wyrywa,/ ścięte z nóg pada, podkurcza kolana,/ sinieje, puchnie, ślini się i broczy”. Dusza może wędrować, ale „ciało jest i jest, i jest/ i nie ma się gdzie podziać”. Historię ludzkości można ukazać jako nie kończące się nigdy morze boleści. Są w nim cierpienia niezawinione: choroby, wypadki, nieuchronny proces starzenia się, śmierć. Są cierpienia zawinione, zadane świadomie innym. Fizyczny ból redukuje człowieka do ciała, zęba, głowy, kończyny, narządu. „Ciało jest i jest, i jest”. Krzyk cierpiących wciąż unosi się z ziemi ku niebu. „I nie ma się gdzie podziać”. Chrześcijaństwo odpowiada z pokorą, ale i głębokim przekonaniem: „jest gdzie się podziać”. Można pójść pod krzyż Chrystusa. Tam widać więcej.

„Jestem” – mówi płonące ciało

Mówi się, że cierpienie uszlachetnia. To nieprawda! Cierpienie może człowieka degradować, niszczyć totalnie jego ciało i duszę. Chyba zbyt łatwo, za szybko, udzielamy „pobożnych” odpowiedzi na pytania o zło i cierpienie. „Widzisz, taki jest ten świat”, „zgrzeszyłeś, więc cierpisz”, „za mało w tobie zaufania Bogu” – takie „złote myśli” przypominają rady przyjaciół Hioba, którzy próbowali być rzecznikami Boga. Jednak ich „kazania” nie niosły pociechy i nie były odpowiedzią Boga. Było w nich za dużo pychy (a może oni sami jeszcze nie cierpieli…).

W obliczu cierpienia potrzeba więcej milczenia, pokory, zgody na to, że spotykamy się z tajemnicą, której nie da się tak po prostu wytłumaczyć, zrozumieć. Dopiero po przejściu progu ciszy i szacunku dla tajemnicy dojrzewamy do przyjęcia odpowiedzi, której udziela Chrystus. W Jego cierpieniu, w Jego ranach, w Jego umęczonym ciele, w Jego krwi… rozbłyskuje światło w ciemności. Imię Boga objawione w płonącym krzewie brzmi JESTEM. W płonącym z bólu ciele Chrystusa wybrzmiewa to samo Boskie JESTEM. Jestem z tobą, z wami. Cierpiący z cierpiącymi. Zraniony ze zranionymi. Krwawiący z krwawiącymi. Nieprzytomny z nieprzytomnymi. Krzyczący z bólu z krzyczącymi z bólu. Torturowany z torturowanymi. Wyszydzony z wyszydzonymi. Solidarny, współcierpiący. JESTEM! „Mąż boleści, oswojony z cierpieniem (…). Obarczył się naszym cierpieniem, dźwigał nasze boleści” (Iz 53,3-4). Kiedy rozmawiałem z prof. Sinkiewiczem o cierpieniach Jezusa, zdziwiło mnie, jak wiele jest odmian fizycznego bólu. Pomyślałem, że w cierpieniach Chrystusa mieszczą się wszelkie ludzkie cierpienia. Wszystko, co nas boli (fizycznie, psychicznie, duchowo), boli i Jego. Nasze rany są także Jego ranami. W Chrystusie każde ludzkie cierpienie zostało przecierpiane przez Boga, przyjęte i dlatego zbawione. Jego miłość, ciało za nas wydane, krew za nas przelana – to jest odpowiedź Boga. „W Jego ranach jest nasze zdrowie” (Iz 53,5). Nie ma takiego bólu, którego by nie uczynił swoim, by go dźwigać razem z nami. Czyli cierpienie może jednak uszlachetniać? Tak, ale tylko wtedy, gdy jest zjednoczone z Chrystusem. Cierpienie bez Chrystusa może człowieka zdeptać, zetrzeć na proch, cierpienie z Nim może uszlachetniać w najwyższym stopniu, może stać się modlitwą, ofiarą, miłością, drogą do zmartwychwstania.

Cielesność zbawiona

Biczowanie kieruje uwagę na ciało. Bóg przyjął ludzką naturę, a więc także ciało ze wszystkimi tego konsekwencjami. Na ogół myślimy o tej Bożej cielesności (w-cielenie!) w kontekście narodzin Jezusa w Betlejem („owinęła w pieluszki”). Trzydzieści parę lat później ciało Syna Bożego i Syna Maryi było rozrywane na strzępy. Bóg zaznał smaku fizycznego bólu. Cielesność, która jest sama w sobie czymś dobrym, może być też powodem grzechu, może być niszczona przez grzech. Chrześcijańska pobożność zawsze widziała związek między biczowaniem Chrystusa a grzechami związanymi z nadużyciem cielesności. Dziś akcentuje się mocno tylko jedną stronę cielesności. Ciało piękne, zmysłowe, pociągające, źródło przyjemności i rozkoszy. Maksymalizacja zmysłowych doznań staje się jednym z bożków hedonistycznej kultury. Nie chodzi wcale o to, że seksualna strona cielesności jest czymś złym. Ale często przesłania ona inne aspekty człowieczeństwa. Człowiek zostaje zredukowany do jędrnych piersi, kształtnych pośladków i sprawności seksualnej. Wspomniałem o dziwnej fascynacji popkultury cielesnością doświadczaną przez ból, obok tego pojawia się chorobliwa koncentracja na erotyzmie. Ciało, która ma być narzędziem wyrażania siebie, komunikowania miłości, staje się celem samym w sobie, przesłania człowieka. W przytulających się ciałach, spragnionych rozkoszy, mieszkają przeraźliwie samotni ludzie. Miłość zredukowana do żądzy nie jest miłością. Jest namiastką, podróbką, złudzeniem, które tylko pogłębia zagubienie i samotność, niszczy człowieka, a jego ciało redukuje do towaru wymiennego w egoistycznym handlu nazywanym „miłością”. Benedykt XVI uczy, że miłość eros (pożądająca, namiętna, zmysłowa) musi być dopełniona przez miłość agape (bezinteresowną, dającą siebie, skoncentrowaną na drugim). „Miejscem” idealnego połączenia eros i agape w jedno jest krzyż. Bóg kocha nas namiętnie, chce nas zdobyć, a jednoczenie daje siebie do końca, aż do ostatniej kropli krwi. Eros Boga jest w pełni agape. Męka Jezusa nie jest tylko lekcją cierpienia. Jest nade wszystko lekcją miłości.

Chrystus pokazuje, że w każdej ludzkiej miłości musi być gotowość do dania siebie, do nadstawiania policzka, do przebaczenia, do zwyciężania zła dobrem, do czystości, która oznacza panowanie nad ciałem, nieraz zgodę na wyrzeczenie, rezygnację ze swego. Tylko tak osiąga się prawdziwą ekstazę – wyjście ku innemu, aby stać się z nim jedno, zjednoczyć się naprawdę głęboko, a nie naskórkowo.

Oto Człowiek

Po ubiczowaniu żołnierze urządzili sobie okrutną zabawę. Korona cierniowa, purpurowy płaszcz i berło z trzciny – takie szydercze atrybuty wręczyli temu, który uważa się za króla. „Oto Człowiek” – mówi Piłat ukazując skrwawionego Chrystusa w koronie cierniowej. Na co liczył? „Oto Człowiek”. Brzmi w tych słowach gorzka prawda o człowieku jako takim. Można je czytać tak: „Oto, do czego zdolny jest człowiek”. Widać tu nieludzki charakter władzy człowieka, która potrafi aż tak deptać bezsilnych. W Jezusie dostrzec można twarze wszystkich udręczonych, tych zatłuczonych na śmierć kijami przez sadystów, ale i tych poniżanych przez eleganckich inteligentów, którzy okładają słabszych i bezbronnych, tyle że nie kijami, lecz słowem – szyderstwami i rechotem w modnych talk-show czy „błyskotliwych” medialnych komentarzach. „W Jezusie odzwierciedla się to, co nazywamy grzechem: jakim staje się człowiek, gdy odwraca się od Boga i we własne ręce bierze panowanie nad światem” (Benedykt XVI). „Oto Człowiek”. Jest w tych słowach jeszcze coś innego. Udręczony Jezus promieniuje godnością, nie dał się zredukować do kawałka krwawego „mięsa”. W Chrystusie ukrywa się Bóg. I przypomina, że „nawet zbity i poniżony, człowiek nadal pozostaje obrazem Boga. Odkąd Jezus pozwolił się bić, odtąd właśnie poranieni i bici są obrazem Boga, który zechciał za nas cierpieć. Dlatego Jezus pośród swej męki jest obrazem nadziei: Bóg jest po stronie cierpiących” (Benedykt XVI). Jezu, Mężu boleści, jesteś z nami, gdy cierpimy. Naucz nas łączyć nasz ból z Twoim bólem, tak by cierpienia, które na nas spadają, nie były bezsensowną męczarnią, ale drogą do większej miłości. Pomóż nam dostrzegać Ciebie w twarzach ludzi udręczonych. Ulecz nasze oczy i wszystkie zmysły od egoistycznej żądzy. Obmyj z grzechów związanych z nadużyciem cielesności. Naucz nas kochać tak, jak kocha Bóg, namiętnie i czysto. •

z pasją O Pasji – czwarte kazanie o męce pańskiej

Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie. Żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, czyli pretorium, i zwołali całą kohortę. Ubrali Go w purpurę i uplótłszy wieniec z ciernia, włożyli Mu na głowę. I zaczęli Go pozdrawiać: „Witaj, Królu Żydowski!”. Przy tym bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego i przyklękając, oddawali Mu hołd. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego purpurę i włożyli na Niego własne Jego szaty. Mk 15,15-20 A Piłat ponownie wyszedł na zewnątrz i przemówił do nich: „Oto wyprowadzam Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w Nim żadnej winy”. Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: „Oto Człowiek”. Gdy Go ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: „Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!”. J 19,4-6

Zobacz serwis "Gościa" na Wielki Post