Renesans postu

Agata Puścikowska

|

GN 10/2017

publikacja 09.03.2017 00:00

Przejedzony świat wybiera diety. Przejedzony świat chrześcijański wybiera post, który uzdrawia ducha i ciało. Taka nowoczesna pustynia.

Elżbieta i Jan Buczyńscy są zwolennikami postu Daniela. Elżbieta i Jan Buczyńscy są zwolennikami postu Daniela.

Dieta kapuściana, dieta paleo, dieta Dukana. Setki diet, których celem jest oczyszczenie organizmu i zrzucenie zbędnych kilogramów. Jedne skuteczne, inne drogie, jeszcze inne bardzo trudne w zastosowaniu. Za to efekt jojo – niemal gwarantowany. Coraz więcej osób wybiera jednak post, chętnie o tym mówiąc i pisząc na portalach społecznościowych. Post, rozumiany tradycyjnie – jako umartwienie przez rezygnację z pokarmów. Post, który podejmuje się z pewną intencją. Post, którego celem jest uzdrowienie ducha, ale jednocześnie i... ciała. Czy takie podejście do postu ma sens? Czy postny „synkretyzm” jest li tylko modą i niezbyt głęboką duchowo nowinką? I czym (jeśli w ogóle) różni się od zwykłej diety?

Dieta a post

Ks. dr Janusz Chyła, wieloletni wicerektor WSD w Pelplinie, wykładowca na UMCS, a obecnie proboszcz parafii MB Królowej Polski w Chojnicach, w prosty sposób definiuje różnicę między postem a dietą. – Różnica dotyczy motywacji, odniesienia i celu. Motywacja w poście jest religijna, a odniesieniem jest Bóg, nie człowiek. Cel jest duchowy, a nie fizyczny. Post pomaga odkryć piękno ducha, nie ciała.

Siostry benedyktynki z klasztoru w Żarnowcu, poszczą według rad św. Benedykta. – Św. Benedykt napisał cały rozdział o Wielkim Poście, który to czas miał być poświęcony naprawianiu zaniedbań z innych okresów. To okres postu, jałmużny i modlitwy. Dlatego my, benedyktynki, podejmujemy dodatkowe modlitwy, pościmy, a także praktykujemy jałmużnę. Jest też benedyktyńskim zwyczajem, że każda z nas otrzymuje na ten czas książkę, którą czyta i której przesłanie jej towarzyszy. Podejmujemy też postanowienia wielkopostne – opowiada matka Faustyna, przełożona. – Jeśli chodzi o post jakościowy i ilościowy, bardzo ograniczamy pokarmy mięsne, a siostry – indywidualnie – podejmują post o chlebie i wodzie. Zawsze jednak staramy się, by było to rozsądne, bo św. Benedykt nie zmuszał, lecz proponował: jeśli ktoś może dać od siebie Bogu, niech da.

Matka Faustyna przypomina, że post ma być dla Pana Boga, nie dla osobistego dobra. Chociaż... – Zauważamy, że ograniczenie mięsa, jedzenie jarskie, doskonale wpływa na zdrowie i samopoczucie. Po kilku tygodniach takiego wyrzeczenia organizm po prostu lepiej funkcjonuje. Najwyraźniej korzyści są wielorakie: i duchowe, i fizyczne.

Jeśli więc post to czas naprawiania zaniedbań – to „naprawianie” można również odnieść do złego stanu zdrowia wywołanego nieprawidłowym odżywianiem.

Łatwo nie jest

Z Małgorzatą Terlikowską, dziennikarką, wielodzietną mamą, spotykam się w jednej z warszawskich kawiarni. Zapach kawy i słodkości drażni i kusi. Jednak Małgorzata wybiera zieloną herbatę i zielony wyciskany sok. – Jesteśmy z mężem Tomaszem na poście Daniela. To post oparty na warzywach i niektórych owocach. Nie pijemy kawy, nie jemy słodyczy, pieczywa, mięsa etc. – mówi Małgorzata. – Już kiedyś przeszłam taki post i czułam się fizycznie rewelacyjnie. Co warto podkreślić, prób było więcej, ale się nie udawało. Dopiero rok temu podjęłam ten post w konkretnej, ważnej intencji i wytrzymałam całe sześć tygodni.

Obecnie również postowi Daniela, który oczyszcza ciało, towarzyszy ważna duchowa intencja. – Jeśli pości się za kogoś, w jakiejś intencji, to motywacja jest ogromna. I wtedy może się to udać. Choć łatwo nie jest – przyznaje Małgorzata. – Jestem „kawoszką”, piję kawę bardzo często, więc rezygnacja z niej już jest umartwieniem.

Czy można mówić o pewnego rodzaju... modzie na post?

– Być może tak, bo rzeczywiście wśród znajomych widzę taką tendencję. To jakieś nowe zjawisko – podejmowanie postu, w tym diety oczyszczającej, w czasie Wielkiego Postu. Ale to dobra moda, w jakiś sposób sięgająca do tradycji chrześcijańskiej, poszukiwania ascezy. A gdy jest trudno, bo to jednak spore wyzwanie – 40 dni na warzywkach – przypominam sobie Jezusa kuszonego 40 dni na pustyni. Czymże jest w tym kontekście moje chrupanie sałaty i odstawienie kawy?

Post Daniela wiele lat temu stworzyła dr Ewa Dąbrowska. Obecnie stosują go tysiące osób. Na wyjazdowych rekolekcjach z postem Daniela, ale także w domowym zaciszu, jak pani Małgorzata. Dla tych ostatnich dietetyczka i propagatorka postu Krystyna Dajka napisała książkę „Post Daniela z uzdrawiającą dietą warzywno-owocową dr Ewy Dąbrowskiej”.

– „Poddaj próbie sługi swoje przez dziesięć dni. Niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia” – prosił Daniel, odmawiając „królewskich” pokarmów. Po tym czasie młodzieńcy odżywieni w ten sposób byli silniejsi od jedzących mięsiwa – przypomina pani Krystyna fragment Księgi Daniela. – I takiego działania doświadczają wszyscy, którzy stosują post Daniela.

W ośrodku Totus Tuus w Zembrzycach pani Krystyna organizuje rekolekcje z postem Daniela. Uczestniczą w nich osoby z całej Polski, najczęściej przynaglone do odbycia rekolekcji... kiepskim stanem fizycznego zdrowia.

– Jest z nami kapłan, zresztą współautor książki, ks. Łukasz Piórkowski, są także lekarz i rehabilitant. Po to, by zapewnić uczestnikom wszechstronną opiekę. Pacjenci więc leczą ciało i ducha jednocześnie. Często obserwuję, że przyjeżdżają niepewni siebie, niepewni wiary, zmęczeni. Wracają, ciesząc się życiem, pogodzeni z Bogiem i drugim człowiekiem.

Wiedzieć, po co się idzie

Ojciec Tomasz Nowak, dominikański kaznodzieja, z rozbrajającą szczerością oświadcza, że jest... mistrzem efektu jojo. – Robiłem najróżniejsze diety i głodówki i czasem myślę, że w świecie panuje dietetyzacja, a nie ewangelizacja – śmieje się o. Tomasz. – Bo jeśli ktokolwiek przechodzi na dietę, wszyscy się tym interesują. A o Ewangelię i o Słowo mało kto pyta. Taka to nasza rzeczywistość: efekty diet być może widać wyraźniej niż efekty ewangelizowania.

A nieco bardziej serio, o. Tomasz twierdzi, że współczesny człowiek słabo radzi sobie z ciałem. – Szukamy po omacku tego, co dla nas dobre. Pojawiają się „straszaki”, lęki, że coś jest zdrowe lub nie, coś powinniśmy jeść lub czegoś nie możemy. To prowadzi do niepewności, jakiegoś miotania się wokół tematyki jedzenia. I dochodzi do paradoksów: powstają słodkie napoje „zero kalorii” lub „odtłuszczone” sery czy słodycze. – Wygląda na to, że najlepiej jeść coś, co smakuje jak hamburger, a zawiera kaloryczność wody. To próba połączenia skrajności: smacznego i sycącego z tym, co zdrowe i nie tuczy. A tak się przecież nie da...

Warto też przypomnieć znaczenie współczesnej ascezy. – Po Soborze Watykańskim II zmieniła się jej logika. Współcześnie asceza to wybór środków prowadzących do obranego celu. Żeby cokolwiek osiągnąć, trzeba działać. Jeśli naszym celem jest zbliżenie się do Boga i drugiego człowieka – wybieramy konkretne środki. Jeśli chcemy schudnąć – inne. Problem z rozumieniem postu bywa taki, że nie mamy tak naprawdę celu, a środki wybieramy na chybił trafił. To wygląda tak: nie wiem, dokąd idę, nie wiem, po co idę. Ale zabieram plecak i do przodu...

Za każdym razem dojdzie się na manowce? – A niekoniecznie. Czasem można dobrze trafić. Choć trzeba tego dobra chcieć.

Elżbieta i Jan Buczyńscy, znani z małżeńskiego chrześcijańskiego bloga Ejtomy.pl, są zwolennikami postu Daniela. – Najpierw praktykowała go moja żona. Była to jedna z propozycji lekarza w celu oczyszczenia organizmu i rozwiązania problemów hormonalnych. Po kilku tygodniach pojawiły się rzeczywiste efekty, z upragnioną ciążą na czele – opowiada Jan.

W tym roku pan Jan rozpoczął dietę dokładnie w Środę Popielcową. Będzie ją kontynuował cały Wielki Post. To w końcu pości czy pozostaje na diecie? – Niektórzy twierdzą, że Pana Boga nie powinno się mieszać do diety, ale ja się z tym nie zgadzam. Niby dlaczego mam Go do tego nie mieszać? Ta dieta wiąże się z konkretnymi wyrzeczeniami, więc Wielki Post wydaje mi się doskonałą okazją na podjęcie takiego umartwienia. Dodaję do tego intencje modlitewne.

W poszukiwaniu równowagi...

Marta Wiatr jest mamą 5 dzieci i dyrygentką falenickiego Chóru Flaminae. Na co dzień stosuje zalecenia żywieniowe św. Hildegardy z Bingen. Jest to sposób jedzenia oparty na leczniczym orkiszu, gotowanych warzywach, przy eliminacji niektórych potraw i składników. – W Wielkim Poście natomiast stosujemy niemal całą rodziną post Daniela. Dlaczego? W którymś momencie mąż stwierdził, że w końcu trzeba porządnie przeżyć i przygotować się na święto Zmartwychwstania. I tak się zaczęło.

Pani Marta przyznaje, że początek diety opartej wyłącznie na warzywach i owocach jest trudny. Poza Wielkim Postem podjąć taką dietę byłoby trudno. – Po tygodniu zupki przestają smakować i lepiej czasem nic nie jeść, niż znów wcinać wywar z kapusty.

Pani Marta obserwuje również wśród znajomych i przyjaciół swoisty renesans postu. Z czego on wynika? – Czujemy się, jakbyśmy byli w zamkniętej uliczce. Chcemy z niej uciekać, bo otaczają nas mury konsumpcji i posiadania. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu tak naprawdę nie mieliśmy pomysłu na post, bo nic nie było na półkach. I niejako pościło się – nie z wyboru – cały czas. Obecnie jesteśmy... wciąż przejedzeni. Z tego przejedzenia wynikają choroby cywilizacyjne, jakaś ociężałość, i fizyczna, i psychiczna. Czasem duchowa. Ludzie to widzą, czują i chcą takiemu stanowi zapobiegać. Coraz więcej osób odczuwa też potrzeby duchowe – podkreśla.

Według pani Marty samo życie pokazuje, jak bardzo człowiek potrzebuje postu rozumianego wielorako: jako wyciszenia, uduchowienia, ale i oczyszczenia organizmu. – To się naprawdę nie kłóci z religijnością. Bóg „zaprogramował” człowieka, dając mu czas i sposoby do poratowania zdrowia. Jeśli skorzystamy z tego, włączając jednocześnie odnowę duchową, nasze życie stanie się harmonijne.

Duch i ciało według Hildegardy

Przywołana powyżej św. Hildegarda z Bingen nauczała, że ciało jest równie ważne jak duch. A dbałość o jedno i drugie, jest powinnością każdego człowieka.

Elżbieta Ruman, dziennikarka TVP, autorka książek, jest propagatorką medycyny Hildegardowej. Stworzyła nawet Centrum św. Hildegardy, by, jak mówi, pomagać ludziom stawać się zdrowszymi. Nie tylko w sensie fizycznym. – Wiele lat temu dowiedziałam się, że dzięki średniowiecznej medycynie świętej Hildegardy wyleczył się z raka trzustki znany ksiądz profesor. Pojechałam do niego zrobić reportaż. Okazało się, że naprawdę medycyna świętej działa cuda. Wtedy zachwyciłam się postacią św. Hildegardy: zarówno jej filozofią, tekstami, które pisała, jak i medycyną. – Jej medycyna jest oparta na mądrych, prostych zasadach. W skrócie chodzi o to, by jeść zdrowe, nieprzetworzone produkty. A leki wykonuje się głównie z ziół, orkiszu i... czerwonego wina – mówi red. Ruman. – Ta medycyna porządkuje życie, bo święta nie tworzyła jej w oderwaniu od Boga. Dobry Bóg dał nam naturalne lekarstwa na wszelkie choroby.

Dieta, czyli sposób żywienia św. Hildegardy, to prowadzenie kuchni opartej na konkretnych produktach. A post według świętej? – Obejmuje cialo i duszę. To siedem dni, w których dbamy o wszystkie sfery człowieka. Najpierw przyjmuje się wyłącznie płyny, potem je rośliny zalecane przez świętą oraz zioła. Daje to doskonałe efekty, bo oczyszcza i leczy. Efekty są długotrwałe. Święta zalecała, by post odbywać w grupie, dlatego zainicjowałam w Polsce takie posty wyjazdowe – odbywają się obecnie w Karczówce, w klasztorze pallotyńskim. Jest tam czas na modlitwę i Eucharystię, i oczywiście jemy tak, jak nauczała święta. Ale też – co bardzo zalecała – chodzimy na spacery i podejmujemy wysiłek fizyczny. Wtedy najlepiej odnawia się i ciało, i duch. I nie ma tu żadnej sprzeczności.

wyjście na pustynię

Na portalu społecznościowym zadałam internautom pytanie, czy i jak poszczą. Ponad 60 proc. odpowiedziało, że owszem, ale „zwyczajnie”: bez mięsa w piątek. Ponad 20 proc. zadeklarowało, że nie pości wcale. Dwa procent wskazało na post św. Hildegardy, a osiem na post Daniela. Kilka osób pisało też, że wybierają post o chlebie i wodzie.

Monika, prawnik z Warszawy: – Dla mnie te wszystkie modne posto-diety nie są wyrzeczeniem. Natomiast prawdziwym wysiłkiem, w którym rezygnuję z siebie, jest jedzenie wyłącznie chleba popijanego wodą. Mam nadzieję, że wytrwam. Modlę się jednocześnie. No i oczywiście podjęłam ten post w poważnej intencji.

Psycholog rodziny dr Sabina Zalewska z UKSW twierdzi, że podejmowanie postów wynika z chęci przemiany duchowej. – Chcemy odrodzenia czegoś ważnego wewnątrz nas. Post oczyszcza i umysł, i ciało, i duszę. Pozbywamy się nadmiaru czegoś, by zrobić przestrzeń czemuś większemu, ważniejszemu. To pozwala lepiej i obiektywniej spojrzeć na świat i samych siebie.

Według dr Zalewskiej dzięki podjęciu postu czujemy się przez chwilę jak... pustelnicy. – Wychodzimy jakby na pustynię. A jak wiadomo, wyjście na pustynię, raz na jakiś czas, jest bardzo wskazane. Jeśli tego typu post nazwiemy dietą, jego istota i tak się nie zmieni.

– Tak. Człowiek to jedność ciała i duszy. Łączenie tych dwóch porządków, choćby poprzez post, wychodzi tylko na dobre – dodaje ks. dr Janusz Chyła.•