Nowy numer 3/2021 Archiwum

W ogrodzie trwogi - kazanie na I niedzielę Wielkiego Postu

Getsemani - tłocznia oliwy była świadkiem dramatycznej walki. Tam Jezus był miażdżony krańcową samotnością, lękiem przed śmiercią, pokusą ucieczki, zdradą przyjaciela. Modlił się, pocił się krwią. Tam walczył też o mnie. 


Jest jakby za daleko. Dlatego tę pustkę próbujemy zalepiać byle jak, z byle kim, jakąś namiastką, podróbką miłości. Samotność Chrystusa w Ogrójcu i moja samotność. Zobaczyć tę łączność to odkryć, to zrozumieć! Getsemani odsłania, może wręcz najwyraźniej w Ewangelii, ludzkie oblicze Chrystusa. Genialnie pisze o tym ks. S. Pasierb: „już objawiłem im Boga/ w blasku i mocy/ jeszcze objawię im człowieka/ dzisiejszej nocy”. I przejmująca pointa: „objawię im ostatnią prawdę/ najwstydliwszą z tajemnic człowieka / nie umie być sam póki żyje/ i gdy umiera/ trzy razy obudzę śpiących/ sercem bijącym o żebra/ człowiek wzywający człowieka/ żebrak” („Ogrójec”). 
Tacy jesteśmy. Dobijamy się do tych, od których oczekujemy miłości, zrozumienia, czułości, obecności. Jak żebracy. (Temat bliski tylu małżonkom, choć przecież nie tylko). Ale zostajemy często sami. Tylko z Bogiem podającym nam zimny kielich przez anioła, w którym nie zawsze łatwo rozpoznać Jego wysłannika. Wytrzymać swój Ogrójec można tylko z Jezusem. Bo na dnie swojej samotności spotkać można Jego samotność. 


Lęk i pokusa odejścia


„Poznajesz swoje powołanie po tym, jak ci ciąży” – pisał Antoine de Saint-Exupéry. Każde powołanie ma swój ciężar. Są momenty, gdy wydaje się on nie do udźwignięcia, ponad ludzkie siły. O tym także mówi Getsemani. Jezus odczuwa trwogę przed tym, co Go czeka. Modli się do Boga Ojca słowami, które szokują szczerością: „zabierz ode Mnie ten kielich”. A więc pokusa ucieczki w obliczu trudności bywa aż tak silna. W słowach Jezusa wybrzmiewa dobrze nam znany lęk przed zadaniem. I zarazem jest w nich ukryta ważna lekcja. Nie muszę się wstydzić strachu, nie muszę udawać bohatera, mam prawo lekać się o przyszłość, mogę bać się bólu i śmierci. To normalne, że drżę. 
Wierność Bogu, świętość, wypełnienie powołania. Tego nie da się zrealizować bez walki. Zawsze będziemy kuszeni, zawsze będziemy czuli niepokój o przyszłość, pytając siebie, czy wytrwam w chwili próby. Jezus zapowiadał godzinę walki w Getsemani: „Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę” (J 12, 27). Nie chodzi o to, by się nie bać, ale o to, by być silniejszym niż lęk, by trwać mimo lęku. 
„Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Łk 22,40). Jezus mówi to uczniom i sam wypełnia ten nakaz. Całą swoją trwogę, smutek, samotność, kuszenie do dezercji, wszystko – zamienia w wołanie do Ojca. „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”. Te słowa mają swój ciężar, swoją cenę. Wypowiada je człowiek, który się poci, krwawi, kona z przerażenia. Nie zapominajmy o tym. 
A jak to jest z nami? Jaka jest nasza modlitwa w obliczu pokusy, gdy wydaje się nam, że Bóg żąda od nas zbyt wysokiej ceny za wierność? Wolelibyśmy zatrzymać się raczej na „oddal ode mnie ten kielich”. Może – jak apostołowie – uciekamy w jakiś rodzaj uśpienia. Szukamy taniej pociechy, że jakoś to będzie, unikamy trudnych decyzji, nie chcemy mocnych rekolekcji, szczerej do bólu spowiedzi… Sięgamy po środki znieczulające, byle uniknąć konfrontacji, uciec od swojego krzyża. Ale „człowiek, który usiłuje uczynić ze swojego życia »łatwą komedię«, nierzadko przekonuje się, iż nagle jego życie przemienia się w bolesną i nieznośną tragedię” (ks. J. Augustyn). 
Słowa Jezusa są wypowiedziane w jakimś sensie w naszym imieniu. Jezus wie, że jesteśmy słabi. Ogrójec jest w gruncie rzeczy ogrodem trwogi każdego z nas. Tylko św. Jan nazywa to miejsce „ogrodem”, i powtarza to słowo pod koniec opisu męki. Ewangelista nawiązuje do raju, do ogrodu Eden. Tam człowiek zdradził Boga, wybrał drogę buntu, która kosztowała go morze cierpień, potu, łez i krwi. W ogrodzie Pasji dokonuje się odwrócenie tego kierunku. Posłuszeństwo Jezusa kosztowało Go morze cierpień, potu, łez i krwi. Ale On, przechodząc przez to wszystko, otwiera nam drogę ocalenia. Chwyta nas zą rękę i przeprowadza przez ciemną dolinę ku paschalnemu wyzwoleniu. Nie ominie cię ani smutek, ani samotność, ani lęk, ani pokusa ucieczki. To pewne. Ale Chrystus, tak ludzki, tak bliski Bóg, On jedynie może cię przeprowadzić przez środek tego wszystkiego na drugą stronę. Tylko razem z Nim możesz powiedzieć Ojcu: „nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie”. Tylko z Nim.

Zobacz serwis "Gościa" na Wielki Post

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecane filmy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy