Nowy numer 3/2021 Archiwum

Sumienie umiera

WIELKI POST 2007 - KATECHEZA I Przemysław Kucharczak: Coraz mocniej widać wśród Polaków tendencję do relatywizowania grzechu: nie „ukradłem”, tylko „zabrałem”, „minąłem się z prawdą” zamiast: „skłamałem”, itd. Co niedobrego dzieje się z naszymi sumieniami?

Kiedy się czyta Ewangelię, to widać, że Pan Jezus potrafił być bardzo ostry dla swoich słuchaczy.
– Z jednej strony jest prawdą, że Dekalog jest prawem zakazów, a Ewangelia nie jest prawem zakazów. Ale z drugiej strony Jezus nieraz stawiał sprawę na ostrzu noża. Mówił: jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij! jeśli twoje oko jest powodem grzechu, wyłup!

Ks. Twardowski napisał kiedyś rachunek sumienia z pytaniem: „Czy nie przekształcałem Ewangelii w łagodną opowieść?”.
– No właśnie, coś z tego dzisiaj jest. Widzę to nawet u samego siebie na ambonie: wolę wszystko naświetlać od strony dobra. Pokazywać pozytywne wartości, bo właśnie za nimi ludzie pójdą. I myślę, że tak trzeba. Ale jednocześnie trzeba mówić: jest bariera, której przekroczyć nie wolno. Trzeba tę barierę wskazywać. A to rozmywa się coraz bardziej. Zwłaszcza w wychowaniu młodego pokolenia. I rzutuje to na nas wszystkich. Wychowawca, który rozmywa tę barierę wobec swoich wychowanków, rozmywa ją też wobec samego siebie. On też z czasem traci właściwe spojrzenie na siebie i na swoje sumienie. To zadanie także i dla księży, żeby położyć większy akcent na nabożeństwa pokutne, w których jest miejsce na rachunek sumienia czy pokutne refleksje.

A jak ja, świecki, mam obudzić swoje sumienie?
– Kiedyś pewna osoba opowiadała w konfesjonale o zdrowiu, o rodzinie. Zwróciłem jej uwagę, że ma lepiej przygotować spowiedź. Miałem wyrzuty sumienia, że powiedziałem to zbyt ostro. Następnym razem przyszła i odbyła głęboką spowiedź. Czuło się, że zrobiła solidny rachunek sumienia, że sprawę przemodliła. Poradziłem kiedyś nastoletniej dziewczynie stałego spowiednika. Dzisiaj ona już jest studentką, ale dalej korespondujemy. Pisze mi: „za bardzo katolicka to ja nie jestem, ale tego stałego spowiednika mam”. Więc może stały spowiednik jest tą drogą?

Jak często, zdaniem Księdza, powinniśmy się spowiadać?
– Kościół mówi, że przynajmniej raz w roku.

Proszę coś poradzić chrześcijanom, którzy chcą nad sobą pracować.
– Tak często, żeby ten czas był do ogarnięcia myślą. Czyli nie rzadziej niż co dwa, najwyżej trzy miesiące. Wtedy mogę obserwować dynamikę moich grzechów. Czy jakieś paskudztwo we mnie narasta, czy się zmniejsza. W mojej parafii uczę dzieci, żeby przy każdej spowiedzi postanowiły coś konkretnego. I większość z nich zachowało ten sposób spowiadania się także w dorosłości. W konfesjonale wyznają: „w czasie ostatniej spowiedzi szczególnie postanowiłem to i to”. I dodają, że tego postanowienia udało im się dotrzymać, albo że im się nie udało. To ważne, bo ze wszystkich warunków dobrej spowiedzi „mocne postanowienie poprawy” jakoś się gubi. Zostaje z niego tylko formułka. Naklejka na pudełku, a w pudełku pusto. Ja sam w dzieciństwie przestałem chodzić do spowiedzi, bo nie potrafiłem dotrzymać słowa: „obiecuję się poprawić i więcej nie grzeszyć”. Aż mi jakiś mądry ksiądz wytłumaczył: „ty grzeszyć będziesz zawsze, ale ty masz być lepszy”. To można osiągnąć właśnie przez obietnicę poprawy zwłaszcza z jednego, konkretnego grzechu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecane filmy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy