Nowy numer 14/2020 Archiwum

Bóg podsuwa nieoczekiwane rozwiązania

Robert: "Nasze życie musiało się całkowicie zmienić. Plany, marzenia o nowym domu, podróżach, błyskotliwej karierze poszły w odstawkę". Gabrysia: "Bez sakramentów nie dałabym rady. Za każdym razem, kiedy było już nie do zniesienia, czułam jakby mnie Ktoś niósł, podtrzymywał".

Nie bój się świętości. Nie odbierze ci ona sił, życia ani radości. Wręcz przeciwnie, ponieważ staniesz się tym, co zamyślał Ojciec, kiedy ciebie stworzył i będziesz wierny twojej istocie - napisał papież Franciszek w adhortacji apostolskiej "Gaudete et exsultate". Świętość, do której zachęca Franciszek, jest stylem życia i nieustannym trwaniem w obecności Boga.

W każdą środę Wielkiego Postu będziemy na stronie Gosc.pl publikować świadectwa ludzi, którzy swoje powołanie do świętości postanowili potraktować bardzo poważnie i realizować je w życiu codziennym. Dziś swoją historię opowiedzą Gabrysia i Robert Klimkowie z Jastrzębia-Zdroju.

 

Gabrysia: "Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam". W Bogu jest moje światło. W Bogu są wszystkie moje źródła.

Robert: Miałem 19 lat, kiedy przy stoliku, przy którym siedziałem - dokładnie naprzeciw mnie - usiadł jasnowłosy Anioł. To była moja studniówka, na którą poszedłem z koleżanką. Gabrysia przyszła z innym kolegą. A jednak to z Gabi przetańczyłem całą tę noc.

Gabrysia: Trzy lata po ślubie ciężko zachorowałam. Lekarze postawili twardą diagnozę: rzadki nowotwór tkanki łącznej. Ja, zawsze szczupła, aktywna fizycznie, z dnia na dzień traciłam kontrolę nad ciałem. Nowotwór zaatakował mięśnie, więc nie jestem w stanie dłużej utrzymać się na nogach. Są dni, gdy nie potrafię utrzymać kubka z herbatą. Moje ciało jest nasączone 40 litrami wody, jak gąbka. Zdrowe komórki się wzajemnie niszczą. Od prawie 20 lat nie wstaje z łóżka...

Robert: Nasze życie musiało się całkowicie zmienić. Wszystkie plany, marzenia o nowym domu, podróżach, błyskotliwej karierze zawodowej, musiały pójść w odstawkę. Byłem potrzebny żonie właściwie 24 godziny na dobę. W marcu miałem już wykorzystany cały urlop na wizyty lekarskie, badania, szpitale. Przyszedł bunt: dlaczego akurat ja, dlaczego my? Zwłaszcza, gdy doszła kolejna diagnoza: trwała bezpłodność.

Gabrysia: To było jak wyrok. Przecież tak bardzo pragnęliśmy zostać rodzicami, dać życie dzieciom, obdarzyć je miłością. Lekarze twierdzili, że moje jajniki po chemioterapii wyglądają jak po menopauzie, jak u 80-letniej staruszki. Na adopcję też nie mieliśmy szans ze względu na moją chorobę.

Robert: Wielka rozpacz. Jednak w tym czasie Pan Bóg zaczął coraz bardziej przyciągać nas już do siebie. Do tej pory moja wiara była letnia, powiedziałbym taka "zawieszona". Dzięki Gabi zacząłem coraz bardziej zbliżać się do Boga. Pojechaliśmy do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Tam, Gabi w hotelowym łóżku z Koronką i Dzienniczkiem, a ja na kolanach przed Najświętszym Sakramentem i przy relikwiach św. Faustyny. Błagaliśmy Boga, by nasz bunt zmienił w miłość. On miał swój czas i swój pomysł na cud.

Gabrysia: Wiosną 2009 roku w Instytucie Onkologii w Gliwicach, po ośmiu latach przyjmowania agresywnej chemii, usłyszeliśmy: "Niemożliwe stało się możliwe!". Lekarka długo milczała. W końcu wydusiła: "Trzydzieści lat mojej praktyki lekarskiej to za mało, żebym wyjaśniła państwu, jak to się stało. Z medycznego punktu widzenia to nie powinno mieć miejsca. Będziecie rodzicami. Jest pani w zdrowej ciąży!".

Robert: Lekarze proponowali aborcję. To nie wchodziło w grę. Zdecydowaliśmy, że wstrzymujemy terapię. Zacząłem wtedy pościć. Co środę i piątek o wodzie i chlebie. Czuliśmy wsparcie z nieba. Setki osób się za nas modliło. W trakcie ciąży Gabrysia nie przyjmowała sterydów, morfiny. Bóle nowotworowe czasem były nie do wytrzymania.

Gabrysia: Bez sakramentów nie dałabym rady. Za każdym razem, kiedy było już nie do zniesienia, czułam jakby mnie Ktoś niósł, podtrzymywał…

O cudach, które się wydarzyły w życiu Gabrysi, Roberta i... przeczytasz na następnej stronie:

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Henryk
    26.02.2020 14:37
    Sprawa Gabrysi i Roberta oprócz silnej wiary, pokazuje nam jeszcze jedno: Miłość małżeńską i jej siłę. Miłość będącą darem Boga dla ludzi, aby ludzi uszczęśliwiała, prowadziła do Nieba i dawała siłę do pokonywania razem ogromnych trudności. Dzięki Ci Boże za ten dar, który ludzie odesłali już w zapomnienie i dlatego jest tyle zła na świecie. Odrzucenie tego daru przez złe wychowanie dzieci i nieczystość, jest praprzyczyną wszelkiego zła na świecie. Boże błogosław Gabrysi, Robertowi i Klarci.
    doceń 9
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy