Najwięcej ran otrzymał Jezus w czasie biczowania. Całe Jego ciało zostało zmasakrowane. Ciało Chrystusa to… Kościół.
Z rękojeści wychodziły trzy rzemienie, każdy zakończony metalowymi kulkami z zadziorami. Kulki, uderzając o ciało, wyrywały z niego kawałki skóry. To flagrum – bicz używany do kary chłosty na sposób rzymski. Limit uderzeń? Nieokreślony. „Procedurze” z użyciem tego narzędzia został poddany Jezus, przywiązany do kolumny w jerozolimskim pretorium.
„Niejednego już biednego grzesznika zabiczowali na śmierć przy tym słupie” – powie na początku XIX wieku niemiecka mistyczka bł. Anna Katarzyna Emmerich. To jej nadprzyrodzone wizje męki Chrystusa posłużyły Melowi Gibsonowi za scenariusz słynnego filmu „Pasja”. One też uświadomiły chrześcijanom ostatnich stuleci, że męka Chrystusa była przeraźliwie krwawa i bolesna, trudna do zniesienia nawet dla przeciętnie wrażliwych widzów.
Ewangeliści nie mówią o tym wiele. Piłat „kazał Jezusa ubiczować” – czytamy. Pod tym zwięzłym sformułowaniem kryje się trudna do wyobrażenia tortura. Gdy swoje tajemnice zaczął odsłaniać Całun Turyński, poznaliśmy budzące grozę szczegóły. Ciosy zadawali dwaj ludzie, stojący po bokach ofiary. Straszne rzymskie bicze, spadając na ciało, owijały się wokół tułowia i powodowały wyrwy także z boków i z przodu. Rzemienie pozostawiły na ciele skazańca 120 śladów smagnięć, a każde z nich oznaczało kilka ran spowodowanych metalowymi zakończeniami. Ślady na całunie sugerują, że oprawcy bardzo się w swoją robotę zaangażowali. Bili tak, jakby chcieli pokryć ranami całe ciało Jezusa – i rzeczywiście to zrobili. Na całunie można się tych ran doliczyć ponad sześćset. Po biczowaniu Zbawiciel stał się właściwie jedną wielką raną.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.